Po tym jak, w marcu bieżącego roku, nabyłem drugą generację Apple.TV, długo zastanawiałem się jak wykorzystać to narzędzie. Kupując go, chciałem sprawdzić, czy podejście Apple do telewizji wciąż jest ?tylko hobbystyczne?, jakim określił go Steve Jobs, czy być może ta firma zamierza poważnie zawalczyć z konkurencją, także na tym rynku. Po ponad pół rocznych testach, wynik był jednak zupełnie inny niż się spodziewałem. Czy więc warto z nadzieją oczekiwać na telewizor od Apple?
Zacznę jednak od początku, a zatem od krótkiego opisania pudełka tego tunera. Jest ono nieco inne od opakowań większości mobilnych urządzeń sprzedawanych przez Apple. Jego otwarcie nie polega na podniesieniu pokrywy, a na wysunięciu jak gdyby szuflady z kartonu. Nie wiem czym pokierowana jest ta zmiana, być może Tim Cook chce zachować opatentowany schemat pakowania, tylko dla najdroższych narzędzi. Na tylnej ściance znajduje się krótki opis w czterech językach – angielskim, francuskim, niemieckim i najprawdopodobniej koreańskim. Tekst po polsku znajduje się na doklejonej etykiecie na dole paczki.
Zawartość zestawu, pozostała jednak w stylu firmy z Cupertino – bardzo uboga i nie zawierająca nawet wszystkich akcesoriów. Brakuje kabla HDMI, niezbędnego aby połączenia tuner do telewizora. Dołączony został jedynie kabel zasilający, niewielki pilot, oraz wyłącznie polskojęzyczna instrukcja (wobec tego można dostosować zestaw do naszego kraju) i dwie naklejki z nadgryzionym jabłuszkiem.
Samo Apple.TV od samego początku zaskoczyło mnie niewielkimi rozmiarami. Jest tak małe, że spokojnie zmieści się w męskiej kieszeni, a tak lekkie, że można je zgubić. Po podpięciu do telewizora, można zupełnie zapomnieć, że ma się w ogóle takie urządzenie. Zaskakuje, wyłącznie czarna kolorystyka jaką zastosowano na całej obudowie tego urządzenia. Czyni go ona bardzo eleganckim i ekskluzywnym urządzeniem.

Do poprawnego działania tego urządzenia wystarczą dwa kable – jeden z prądem, oraz HDMI. Niezbędne jest też korzystanie z pilota dołączonego do zestawu.
Telewizorowy czas start!
Po podłączeniu Apple.TV do telewizora, urządzenie od razu było gotowe do pracy. Cała konfiguracja zajęła raptem parę chwil i ograniczyła się do podłączenia się do domowej sieci WiFi, wprowadzeniu kilku ustawień i pobrania aktualizacji. Przebiegło to bardzo szybko i mogłem zabrać się za jego testowania. System, który tu umieszczono to zmodyfikowany iOS. Jego obsługa jest bardzo intuicyjna a posługiwanie się prostym pilotem jest bardzo wygodne.
Gdy jednak zapragnąłem normalnie skorzystać z możliwości tego urządzenia, okazało się, że? nie bardzo jest z czego. Zastosowany tu iOS jest bardzo ograniczony. Nie ma w nim opcji instalacji dodatkowych aplikacji, korzystania z alternatywnych sklepów z multimediami, czy nawet przeglądania stron internetowych. Więc wszystko co można tu obejrzeć musi pochodzić albo z serwerów Apple, YouTube lub Vimeo. Chociaż teoretycznie jest to bardzo dużo, to zasoby iTunes są po pierwsze bardzo drogie (cena poszczególnych filmów, przewyższa nie raz nawet cenę DVD w sklepie), a po drugie brakuje polskojęzycznych materiałów. Pomimo iż rozumiem angielski, to wolę oglądać filmy, opatrzone chociażby napisami. Niewątpliwą zaletą jest jednak wygoda obsługi – klik i jest. I to w najwyższej rozdzielczości FullHD. Z pewnością więc taka opcja przyjmie się w państwach znajdujących się na zachód od Polski – gdzie po pierwsze więcej jest materiałów w narodowych językach, a po drugie kilka euro czy dolarów za film, nie jest żadną zaporową kwotą.
Odnośnie YouTube czy Vimeo to dostęp do tych serwisów, potężnie zwiększa ilość bezpłatnych materiałów. Z tego samego mogę jednak korzystać już w samym telewizorze, w systemie Samsung Smart.TV. A w dodatku mam w nim jeszcze Iplę, przeglądarkę internetową i wiele innych usług.
Brakuje też portu USB, przez którego można by wpiąć pendrive lub dysk zewnętrzny z filmami. Złącza miniUSB także nie można do tego wykorzystać, bo Apple.TV nie reaguje na wsunięcie pamięci zewnętrznej opatrzonej odpowiednią przejściówką, niezależnie od tego w jakim systemie plików jest ona sformatowana. Niestety to także bardzo poważnie ogranicza zastosowania tego narzędzia.
Po kolejnym dużym ?otwarciu się na Europę? przez Apple i wprowadzeniu dla użytkowników starego kontynentu usługi iTunes Match, dla tego routera pojawiło się światełko w tunelu. Dzięki tej usłudze, mogłem na telewizorze odsłuchiwać materiały z mojej biblioteki iTunes. Niestety, pomimo początkowego entuzjazmu, słuchanie muzyki na telewizorze okazało się nie być tak przyjemnym jak na porządnych głośnikach w iMacu, albo na dobrych słuchawkach w iPodzie.
Tak więc Apple.TV ostatecznie zniknęło z okolic mojego telewizora. Ładny design, prosty interface, to nie wszystko czego potrzebuję od takiego tunera. Brak polskojęzycznych materiałów, niska funkcjonalność, spowodowały, że po prostu nie miałem co robić na tym urządzeniu. Zrozumiałem, że Tim Cook i jego firma nie radzą sobie z mniej istotną w USA, barierą narodową. Z tego powodu, wciąż trudno w iTunes poszukiwać polskich filmów czy seriali. Zwłaszcza, że Polakom udało się stworzyć wiele własnych narzędzi do ich sprzedaży i tym samym uniezależnić się od zachodnich kanałów dystrybucji.
Dlatego też zacząłem zastanawiać się nad innym zastosowaniem tego tunera? Czy i jak mi się to udało? Tego dowiecie się z drugiej części tej recenzji. Jej premiera już za tydzień!